Wakacje to czas porzucania zwierząt
Wyjezdzamy na wakacje. A pies? o n tez - do najblizszego lasu. Bagaz? Wystarczy kawalek sznurka. Takie sytuacje na Podlasiu powtarzaja sie co roku. Jak koszmarny sen.
- Na spacerze w podmiejskim lesie znalazłam ślicznego pudla. Na szyi miał pasek od spodni, do paska przywiązany był sznurek. Ten zwierzak miał szczęście. Udało mu się uniknąć śmierci głodowej - opowiada nam zbulwersowana Liliana Sorokin, wiceprezes Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt.
Znajomi Liliany Sorokin podczas tych wakacji znaleźli już wiele psów o identycznych losach. Park zwierzyniecki, okolice lotniska - to miejsca, gdzie nietrudno natknąć się na okrutny obrazek składający się zawsze z trzech elementów: zwierzęcia, sznurka i drzewa. To jedna z dwóch popularnych na Podlasiu metod pozbywania się zwierząt. Jak wygląda druga?
- Mam gospodarstwo dziesięć kilometrów od miasta - mówi pan Józef. - Któregoś ranka malowałem płot. Wzdłuż niego powoli jechał samochód. Byłem po drugiej stronie sztachet, więc kierowca mnie nie widział. Tuż przy mnie pojazd jeszcze zwolnił, otworzyły się drzwi. Patrzę, a ze środka wystaje ręka trzymająca szczeniaczka. Gdy wychyliłem się zza płotu, kierowca zatrzasnął drzwi i odjechał. Nie wątpię, że pozbył się pieska za najbliższym zakrętem.
Problem dotyczy niechcianych psów, ale także kotów, świnek morskich, chomików, myszoskoczków, a nawet papug.
- Domowy zwierzak sobie nie poradzi - alarmuje Sorokin. - Taka świnka morska, jeśli nawet uda jej się przeżyć lato, do zimy już nie dotrwa. A psy? Niektóre zdechną, inne zdziczeją, staną się wolno bytujące. Właśnie dlatego mamy hordy bezpańskich psów w mieście, na które tak lubimy narzekać. Sami je sobie fundujemy.
Mniejszym złem wydaje się oddanie niechcianego zwierzaka do schroniska. Ile psów znalazło się tam od początku lipca? Sprawdziliśmy. Okazuje się, że żaden wakacyjny "boom" nie nastąpił. Trafia tam tyle samo zwierzaków, co w ciągu zwykłych, niewakacyjnych miesięcy. Dlaczego ludzie wolą wyrzucić psa niż oddać go tam?
- Nie przyjmujemy psów ot, tak - wyjaśnia kierownik schroniska Franciszek Pietrzykowski. - Po pierwsze, zwierząt spoza Białegostoku nie przyjmujemy w ogóle. Po drugie, pies musi mieć wszystkie szczepienia, a właściciel zaświadczenie, że zapłacił podatek. No i najważniejsza sprawa: w schronisku musi być miejsce. Jeśli go nie ma, możemy go ewentualnie zapisać na listę oczekujących.
- A kiedy właściciel mówi: weźcie psa, bo pozbędę się go tak czy owak? - dopytujemy. - Czy wtedy jest możliwość ominięcia biurokracji?
- Raczej polecamy hotel dla zwierząt - odpowiada kierownik. - Jak nie ma miejsca, to gdzie mamy trzymać psa?
No i wszystko jasne. Dopóki nie będziemy mieć schroniska z prawdziwego zdarzenia, nie ma co liczyć na poprawę psiego losu.
- Przede wszystkim musi zmienić się mentalność ludzi - prostuje Sorokin. - Dopóki nie zaczniemy zdawać sobie sprawy z tego, że zwierzę żyje i czuje tak samo jak my, wakacyjne dramaty będą się powtarzać.
Przed nami kolejny długi weekend. Ile zwierzaków z powodu okrucieństwa właścicieli straci dom?
- Z pewnością niejeden - prognozuje Sorokin.
źródło:www.gazeta.pl
Dodaj własną opinię o artykule
Podobał Ci się artykuł? Zobacz co piszą inni użytkownicy...
Jeśli masz konto w naszym serwisie zaloguj się i komentuj artykuły, jeśli nie masz skorzystaj z formularza rejestracji.